Wstęp do projektu: Łemkowyna Ultra - Trail 0

12 paźdzernika rusza Łemkowyna Ultra-Trail- bieg, o którym krążą legendy. Jego klimat tworzy sama natura, zabytkowe kapliczki, stare zabudowania i piękne, dzikie krajobrazy Beskidu Niskiego. To obowiązkowy punkt w kalendarzach wielu długodystansowych biegaczy. Z informacji istotnych z perspektywy biegaczy z psem jest to, że organizator nie ma nic przeciwko, aby mogli w nim wziąć udział. W jednej z edycji biegł nawet słynny Pies Komandos!

Jako świeżo upieczona mama, aby mieć motywację do powrotu do formy sprzed ciąży, zapisałam siebie i Mishkę (mojego wyżła węgierskiego) do biegu na dystansie 30 km. Wybrałam te zawody również dlatego, że kocham Beskidy. Jeździłam tam na rowerze wcześniej i czuję, że to będzie prawdziwe wyzwanie, przebiec się po tych samych trasach!

Łemkowyński bieg to aż pięć różnych dystansów, z których mogą wybierać początkujący i zaawansowani górscy biegacze:

  • 150 km, przewyższenie +5860m/-5970m
  • 100 km, przewyższenie +4460m/-4660m
  • 70 km, przewyższenie +2520m/-2520m
  • 48 km, przewyższenie 1400m/-1310m
  • 30 km, przewyższenie +740m/-735m

 

                                                                                                                                 Foto: Alexis Berg

 

Ten pomysł pojawił się, ponieważ postanowiłam spróbować czegoś nowego. Potrzebowałam wyznaczyć sobie cel, który będzie mnie napędzał do zdrowego trybu życia. Do tej pory ćwiczyłam pod okiem trenera na siłowni i uprawiałam z psem canicross na krótkich dystansach, a także bieganie na wolno z wyżłem. Jednak nie okłamuję się, że przygotowanie do takiego biegu będzie łatwe. Formę w trakcie ciąży starałam się zachować poprzez regularne ćwiczenia, które mogłam wykonywać. Natomiast moje ciało, mięśnie, na nowo muszą sobie przypomnieć na czym polega ciężki trening. 

Zdecydowana większość trasy (91%) to ścieżki leśne i drogi gruntowe. Po asfalcie, który stanowi 9% trasy przejdziemy się spacerem. Organizator ustawił limit czasowy na pokonanie trasy: 5 godzin. Według moich obliczeń jest to wystarczający czas, żeby nawet początkujący biegacz pokonał tę trasę wolnym tempem. Oczywiście chciałabym przebiec większość kilometrów. Jednak jest to uzależnione nie tylko ode mnie, ale przede wszystkim od mojego psa, którego dobro stawiam zawsze na pierwszym miejscu. Latem pokonując te trasy z Mishką na rowerze nierzadko musiałyśmy robić długie przerwy w cieniu lub przy napotkanej wodzie, chłodząc się przed kolejnymi kilometrami. Wyprawa na 20 km zabierała nam zwykle dużo więcej czasu, ale to ze względu na wysoką temperaturę. Zapewne tym razem będzie łatwiej, dzięki chłodnej porze roku  i pogoda pozwoli nam na przyspieszenie.

W związku z tym przygotowania zaczęłam od razu po porodzie. Pierwszy trening zrobiłam tuż po powrocie do domu. Ale spokojnie - wszystko pod okiem fizjoterapeuty ze specjalnością uroginekologiczną. Treningi, które od tamtej pory wykonuję (a minęły 4 tygodnie od porodu) opierają się na prostych ćwiczeniach i kilku powtórzeniach, głównie mięśni głębokich, pracy mięśni dna miednicy. Kolejną wizytę u specjalisty mam zaplanowaną za dwa tygodnie. Liczę, że usłyszę na niej, że mogę pomału wracać do cięższych ćwiczeń. Przebieram już nogami z niecierpliwości i nie mogę się doczekać pierwszego treningu w ulubionym Barbell Club, który stał się jakiś czas temu moim drugim domem. Poza moim własnym treningiem, będę też wdrażać w długie dystanse samą Mishkę. Będzie to coś nowego nie tylko dla mnie, ale i dla niej.

 

    

 

I chociaż macierzyństwo pochłania większość mojego czasu, już teraz zastanawiam się nad ekwipunkiem, który powinnam zabrać ze sobą na taką wyprawę. Wiem, że nie jest to maraton po ośmiotysięczniku, ale lubię być przygotowana na każdą okoliczność, a w górach nie trudno znaleźć się w różnej sytuacji pogodowej. Podstawą będzie dobre ubranie i sprzęt do biegania z psem! Myślę, że tym razem zostawię klasyczny pas do biegania w domu, a skorzystam z jednego z wariantów na trekkingi. Jest to motywowane głównie potrzebą posiadania kilku niezbędnych gadżetów. Będę więc wybierać pomiędzy pasami Ferd i Trekking.Do obu można dołączyć dość pojemną, a zarazem lekką kieszeń Belt Bag, do której włożę: wodę, buty dla psa w góry (na wszelki wypadek), komórkę, powerbanka z ładowarką, pieniądze, przekąski i plastry na odciski. Ponadto zapewne wymienię moje buty do biegania (Salomon Speedcross) na bardziej specjalistyczne. To będzie jedna z trudniejszych decyzji! Pies natomiast pobiegnie w swojej 5- ce Freemotion (choć jeden wybór mniej).

W wolnych chwilach zamierzam sięgnąć też do literatury – dla motywacji, poszerzenia wiedzy, skorzystania z porad i dla relaksu. Jedną z takich pozycji, którą już zaczęłam czytać, jest „Babskie góry” Natalii Tomasiak, którą od kilku lat śledzę na Instagramie. Natalia w bardzo przystępny i profesjonalny sposób wprowadza w górskie aktywności, choć w górach biega dopiero od 2014 roku. Na swoim koncie ma znaczące sukcesy i jest bardzo pozytywną i inspirującą osobą. Sprawdźcie sami. 

Co jakiś czas postaram się pokazywać Wam nasze przygotowania, dlatego śledźcie nas uważnie na blogu i Instagramie! Wierzę, że doświadczenie zebrane podczas biegu i przygotowań przyczyni się do lepszego zrozumienia wszystkich, którzy szukają podobnych wrażeń ze swoim psem!

 

 

 

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl